Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały że maraton na jesień 2015 jest nie dla mnie. Bo kontuzja, bo lenistwo, bo źle przepracowane lato, bo jakiś taki ogólny foch na dystans maratoński, bo mnie nie wylosowali w Berlinie (nie poddam się! Kiedyś w końcu mnie wylosują, nie?)… No ale jak się ma wziąć udział w pierwszej oficjalnej imprezie dla blogerów biegaczy pt. runblogfest to się chowa fochy do kieszeni, pakuje walizki i rusza do stolicy. (tak, ja introwertyk w kuli chomika na imprezie z innymi ludźmi – toż sama moja obecność zasługuje na wydarzenie roku :P)

Sobota 6.09.2015

Poznań godz. 6:00 Dworzec Główny

Pierwszy plus nie zaspałam na pociąg. Drugi plus, otwarty był już Starbucks, trzeci plus – mieli mleko bez laktozy. Łiiii! Mogę1) ruszać w podróż. Schodzę na peron a tam jeden z piękniejszych widoków dla biegacza – prawie tak piękny jak zapełnione wagony u-bahna w Berlinie podczas pół- i całego maratonu. Cały peron nr 2 zapełniony biegaczami! Nie pytajcie jak ich rozpoznać, skąd wiadomo że to biegacze – sami kiedyś jak będziecie mieli taki widok to będziecie wiedzili że to sami swoi. Biegacz biegacza rozpozna i koniec kropka. I to był pierwszy punkt, pierwsze ukłucie w sercu (na razie takie malutkie które zniknęło z kolejnym łykiem kawy) że ja w Warszawie biegaczem nie będę ;( Smuteczek… Podróż jak to podróż PKP, ze spóźnieniem jak zwykle dotarliśmy do Warszawy.

Warszawa godz. 10:00

Odstawienie bagażu do hotelu i ruszyłam na Narodowy. I mimo deszczu był oczywiście spacer. Bo po pierwsze jestem sknerą, a na gapę nie jeżdżę bo to nie fair, a po drugie spacer to spacer. Po 3 godzinach siedzenia w pociągu spacer jest najlepszy. Mimo że warszawa przywitała mnie deszczem – spacer musiał być. (ale to naprawdę nie jest daleko z dworca centralnego na stadion – raz dwa i byłam na miejscu, serio!)

Warszawa, godz. 11:00 – ?:??, Stadion Narodowy ;)

Szybki rzut okiem na stadion, na expo i raz dwa pobiegłam na warsztaty organizowane przez polskabiega.pl i adidas. Miło było zobaczyć twarze które na codzień znam z ekranu monitora ;) Ale do rzeczy: po kilku słowach wstępu przyszedł czas na pierwsze wykłady/prelekcje/warsztaty/seminaria czy jak zwal tak zwał (niepotrzebne skreślić). Punkt pierwszy programu to prezentacja przygotowana przez Adidasa odnośnie współpracy marki z blogerem – przesympatyczne i śmieszne te człowieki z tego adidasa. Mówili wesoło ale konkretnie. Ale szczegółów nie podał :P Kto ma wiedzę ten ma władzę, jak chcecie coś na ten temat się dowiedzieć to szykujcie sie na kolejny #runblogfest. Czas chyba pomyśleć o jakieś współpracy, co nie adidas? :)

Wystąpienie numer 2 – doctor brand. O i tu też było ciekawie. Typowo marketingowo ale nadal ciekawie. Podsumowanie takie że jeśli chodzi o reklamę to sorry, ale pojedynek Nike vs. Adidas to 1:0. (Ale Adidas ma moja idolkę Chodakowską wiec wybaczam im ich gorsze reklamy :P)

Trzeci wykład prowadził Karol z Agory SA. O social media, aplikacjach itp. Ciekawie, ciekawie, ale gdybym miała używać tych wszystkich aplikacji to – nie dość że baterię od telefonu ładowałabym 3 razy dziennie, to zamiast cieszyć sie chwilą łaziłabym z telefonem przyklejonym do twarzy i widziałabym świat przez ekran telefonu. Ale co kto lubi. Ja zostanę przy tych aplikacjach co mam – na resztę może przyjdzie czas, a może one nie przetrwają próby czasu i szkoda teraz na nie uwagi?

Na tym sie skończył #runblogfest dzień pierwszy.

Co nie znaczy że nagle cały stadion opustoszał i skończyło sie expo! W planie miałam jeszcze wysłuchanie wykładu Marcina Nagórka (www.nagor.pl). Jeśli jeszcze się zastanawiacie czy warto chodzić na takie seminaria podczas maratonu – warto! Może Ameryki na nich nie odkryjecie ale z pewnością dowiecie sie czegoś nowego. Na blogu wkrótce pojawi sie wpis o tym dlaczego warto brać udział w takich spotkaniach. Marcin prowadził wykład o środkach treningowych. Mówił ciekawie i rozsądnie – do mnie przemawia to co mówił. I troszkę żałuję że ma listę podopiecznych już zamkniętą i nie przyjmuje nowych do trenowania, ale kto wie co przyniesie przyszłość… ;)

Czas na zwiedzanie expo

sklepy, sklepy, sklepy. Ot co. I obniżki, przeceny i rabaty. a co dla mnie najważniejsze to badania ;) Na codzień naprawdę nie mam czasu na chodzenie po lekarzach (raz by sie zapisać, dwa by przyjść umówiona na konkretna godzinę a potem i tak czekać niewiadomo ile bo godziny są podane informacyjnie). A tu mimo jakiś tam kolejek raz dwa na stoisku PZU zrobiłam sobie EKG (które wykazało że wszystko jest okej, bradykardia jak była tak jest, ale przerostu lewej komory tak charakterystycznej dla sportowców nadal nie widać więc jest potencjał, tylko trzeba zacząć treningi), u dietetyka podczas analizy kładu ciała wyszło że mam 12,7% tłuszczu a omawiając moja dietę nie ma się do czego przyczepić i mam sie nie bać braku nabiału i zmniejszenia produktów pochodzenia zwierzęcego w diecie. A i ortopeda nie znalazł u mnie niczego niepokojącego. Nic tylko biegać! Trochę nie chcąc uwierzyć w ta zawartość tłuszczu w moim ciele zrobiłam analizy na każdej dostępnej maszynie analizujące skład ciała która była na expo. Tak żeby tylko sie upewnić czy aby na pewno mogę się cieszyć a nie że był to jakiś błąd pomiaru – w końcu miesiąc temu tego tłuszczu było ok 19%. No i każda z tych wag pokazała to samo – 5 badań na różnych wagach a wyniki prawie takie same. Najmniej wyszło 12,7% a najwięcej 13,7%. Mogę sie cieszyć ;))

Niedziela, 7.09.2015

Godz. 8:30, Stadion Narodowy – smutkam!

O rany, jak ja nie lubię biegów w których sama nie biegnę. Serio. Jadę kolejką na stadion a kolejka pełna biegaczy. Wysiadam na stacji Warszawa Stadion a tam pełno biegaczy. I to jeszcze stacja jest położona wyżej niż strefa startowa i widok taki ze smutkam juz bardzo że nie biegnę :(

Pogoda im się udała, strefa startowa jak to strefa startowa bez fajerwerków. Pacemakerzy aka „zające” mieli balony nie tylko te zwykłe okrągłe z napisanym czasem na jaki biegną ale i balony w kształcie zająca/królika. Pomysł mega. (Poznań Maraton notujcie! Bo chcę takie balony w Poznaniu też :>) Ostatnie słowa otuchy i ruszyli. Był sen o Warszawie, były oklaski, był pierwsze juz przybite piąteczki i zniknęli za zakrętem. Zrobiło sie ciszej, ale nie pusto, bo osoby startujące na 5 kilometrów zaczynały sie przygotowywać do swojego biegu.

12 km i 22 km

#runblogfest – runglogfestem, ale miałam w Warszawie też inną misję. (Oczywiście poza smutkaniem ze to nie ja biegnę). Znajoma biegła maraton Magda, jeszcze Dębno i korona będzie Twoja), wiec moim zadaniem było okupowanie krawężnika, zdzieranie sobie gardła na kibicowaniu i rozmasowywanie spuchniętej od przybijania piątek łapki. Czasowo udało sie ogarnąć 12sty i 22gi kilometr. Serce pękało jak się widziało zajechanych ludzi już na 22gim kilometrze – a to ledwo co dopiero połowa za nimi była. No ale taki to juz jest ten dystans maratoński – wychodzą tu wszystkie braki i niedociągnięcia treningowe.

Meta na Narodowym

Meta na stadionie Narodowym – mogę tylko skręcać sie z zazdrości. Szczególnie ze ponoć to juz był ostatni raz na Narodowym. No cóż pozostało mi tylko patrzeć i patrzeć…. I zazdrościć :>

Afterparty #runblogfest c.d.

Czyli zielone koktajle i makaron <3 Zasłużony chill out dla maratończyków (i dla kibiców! :P). Dodajcie do tego jeszcze widok na Wisłę, odpowiednią pogodę i spokojne miejsce – czego więcej może chcieć biegacz po 42kilometrowej walce z samym obą? Były rozmowy, opowiadanie na gorący przygód z trasy, ogłoszenie wyników z konkursów fotograficznych.

Podziękowania więc lecą do www.polskabiega.pl i do adidas.pl za pomysł, organizację i wykonanie. Jak dla mnie #runblogefest był (jest!) super pomysłem na event który się udał i jak widać jest potrzebny. Czytałam już sporo relacji z #runblogfest i nie znalazłam żadnej która by się odniosła krytycznie do tego wydarzenia. Być może było trochę niedociągnięć które można by było wytknąć gdyby to była eNta już edycja – ale jako że był to debiut to nie mam się do czego przyczepić i na co narzekać :P Na kolejne edycje proszę o mnie nie zapominać PolskaBiega ;P chcę zaproszenie! Albo chociaż zawitajcie do Poznania – tu tez jest fajnie ;)

PS. Miałam nie biec Poznania… Po powrocie z Warszawy pierwsze co zrobiłam to zapisałam sie na Poznań. A co tam. Niech się dzieje. Spontanicznie ;)