Z tymi półmaratonami we wrześniu to różnie bywa. Na pewno są one dobrym sprawdzianem przed jesiennym maratonem – ja uważam że to obowiązkowy sprawdzian dla każdego kto chce mądrze pobiec swój maraton. Jeśli dobrze przepracowaliście lato to forma pewnie jest, ale jak to jesienią bywa – pogoda może pomóc albo baaardzo przeszkadzać. Właśnie tak było w Gnieźnie. Czytajcie dalej jak wyglądał Bieg Lechitów – Półmaraton Gniezno 2015.

Dlaczego Gniezno?

Wybrałam Gniezno dlatego że po pierwsze półmaratony to mój ulubiony dystans i chętnie je biegam wiec jak tylko mam okazję pobiec jakiś w mojej okolicy i nie jest to środek lata to biegnę. Druga sprawa że po GWiNcie spodobało mi się biegnięcie z punktu A do B (a nie że start i meta jest w jednym miejscu) – a właśnie taką trasę proponują nam w Gnieźnie. Z Gniezna, z biura zawodów wywożą zawodników na start poza miasto do muzeum pierwszych Piastów a potem na własnych nogach biegniecie do Gniezna. I kolejny aspekt który przemawia na korzyść Gniezna (co zapewne nie wszyscy się zgodzą ;)) – trasa nie jest łatwa. To nie jest płaska trasa na której łatwo przyjdzie wykręcanie życiówek. Dodatkowo trasa jest monotonna – pola, pola co jakiś czas mała wioska i dalej znowu pola. Kilometry naprawdę się dłużą. Bardziej niż z czasem walczy się z samym sobą by się nie poddać. Ale ja lubię jak nie jest łatwo. Naprawdę ;-)

Przed startem

Biuro zawodów działało od soboty więc miejscowi mogli odebrać pakiety wcześniej – ale nawet pomimo tego w niedzielę kiedy ja dotarłam po pakiet odbyło się bez kolejek. Naprawdę nie było się do czego przyczepić. Co mnie ucieszyło najbardziej to fakt że chipy umieszczone były w numerze startowym – nie wiem jak Wy ale ja uwielbiam takie rozwiązanie- nie dość że tego nie da się zgubić, to nie sposób zapomnieć o tym. Mam nadzieję że wielu organizatorów pójdzie tym tropem.

gniezno-polmaraton-pobiegane-03

Oczywiście nie odbyło się bez uzupełnienia zapasów najlepszego paliwa podczas biegania – żelek squeezy ;)

O 9:45, ostatnim autobusem, opuściliśmy Gniezno i zawieziono nas na start. Tam była już reszta biegaczy. Część zwiedzała muzeum, część już się rozgrzewała. Pogoda już zaczęła się już wg mojej skali pogodowej do biegania, psuć. Gdzieniegdzie zza chmur pojawiało się słońce a wiatr nie przestawał wiać – co na otwartym terenie poza miastem dało się bardzo we znaki.

Przebieg trasy

Równo o 11 odbył się start. Jako że nie planowałam biec ponad swoje siły, ustawiłam sobie wirtualnego partnera w zegarku na tempo 6:25 min/km (co dawało czas na mecie 2h15min – a to taki mój osobisty limit na półmaratony bym mogła uznać że pobiegłam a nie przytruchtałam). Ustawiłam się pomiędzy balonikami 2h a 2h15min i ruszyłam do przodu biegnąc na samopoczucie a nie na czas ;) O trasie czytałam sporo – ze wymagająca, ze dużo podbiegów, że nic w dół, że nie nastawiać się na to że będzie ławo. Faktycznie łatwo nie było, ale…! To nadal półmaratony nizinny a nie górski. Jeśli ktoś dobrze jest przygotowany i w swoich treningach uwzględnia siłę biegową, podbiegi czy po prostu bieganie po urozmaiconym terenie– nie powinien mieć w Gnieźnie problemów. Co do tego jak wyglądały poszczególne kilometry trasy powstanie osobny post. Nogi nogami (na pewno dostały w kość na trasie) – ale nieźle zmęczyć mogła się też głowa. Dla osób które biegają po mieście – trasa mogła się dłużyć. Pola, lasy i co jakiś czas wioski. Kilometry naprawdę się dłużą. Naprawdę! Biegniecie i biegniecie i ciągle ma się wrażenie że biegnie się w miejscu. A jeśli jeszcze jesteście przyzwyczajeni do kibiców – tu o nich zapomnijcie. Albo inaczej – zaczniecie doceniać każdego pojedynczego kibica. Podczas biegów w miastach można mówić o (wielkiej) grupie kibiców – tutaj tylko pojedyncze jednostki. Ale to są ci kibice których się docenia – poprzez ich mała liczbę staja się tak wyjątkowi ze o ile już Was pamięć nie zawodzi to będziecie mogli przyjrzeć się im i ich zapamiętać. Będziecie pamiętali każdą klaszczącą bacie, każdego dziadka i każde dziecko które Wam przybijało „piątki”. Dopiero wbiegając do Gniezna (ok. 18 kilometr trasy) tych kibiców jest więcej. Czy to źle że tak tam jest z kibicami? Mi to nie przeszkadzało – ale z pewnością znajdą się osoby którym ta cisza i pustka wokół trasy nie pomagała.

Co do punktów odżywczych – były co 4 czy 5 kilometrów – wolontariusze naprawdę super ogarnięci. Stali cały czas z wyciągniętymi kubkami z wodą, naprawdę wielkie dzięki! Dopiero na mecie gdy już nie miałam myśli zajętych przeklinaniem na wiatr, dotarło do mnie że na punktach odżywczych była tylko woda. Zero izotoników i bananów czy czekolady. Mi to nie przeszkadzało bo izotoników na zawodach nie piję a żelki miałam swoje więc bananów nie potrzebowałam – ale miejcie to na uwadze jeśli planujecie start w Gnieźnie.

gniezno-polmaraton-pobiegane-00

Meta

Meta usytuowana była u podnóża katedry – i chyba była to najpiękniejsza meta na jaką wbiegałam. Zielono, uroczo, dużo słońca i dużo cienia, punktów z posiłkiem sporo, kolejki do nich krótkie – naprawdę wszystko dopięte na ostatni guzik. Być może to doświadczenie poprzednich 37 edycji (tak, to najstarszy półmaratony Polsce, teraz odbyła się 38 edycja) ale organizatorzy albo sami są biegaczami i wiedzą czego biegaczom na mecie trzeba albo to zebrane doświadczenie lat poprzednich. W każdym razie ode mnie dostają najwyższe noty za organizacji całej strefy na mecie.

Mój czas to 2:05:50 – 9 sekund gorzej od mojej tzw. polskiej życiówki (nadal nie mogę złamać 2 godzin na jakimkolwiek półmaratonie w Polsce) ale jak na brak przygotowań i ten wiatr – było nadzwyczaj dobrze. W każdym razie ja się cieszę.

gniezno-polmaraton-pobiegane-01

O medalu słów kilka…

Nie biegam dla medali. Ale nie ukrywam że dzielę je na takie na które patrzeć nie mogę (np. medal z Berlina), na takie co ujdą ale nie powalają, i na takie na które mogłabym patrzeć i macać je cały czas (np. medal z GWiNTa). Właśnie do tej ostatniej grupy zaliczam medal z Gniezna.

gniezno-polmaraton-pobiegane-04

gniezno-polmaraton-pobiegane-05

Zwykły prosty, nie przesadzony, nieprzekombinowany, nie jakiś wymyślny. Idealny w swojej prostocie. Jeśli miałabym wskazać medal na którym powinny się wzorować inne biegi to byłby właśnie ten medal. Nawiązujący do orła polskiego jako że Gniezno to pierwsza stolica Polski, ale równocześnie będący medalem za udział w biegu. Tak, piję do medalu Maratonu Poznańskiego 2015. Na szczęście w tym roku w Poznaniu nie biegnę bo nie chciałabym na mecie dostać medalu który reklamuje festiwal zupełnie nie związany z biegiem. Dobra robota Gniezno!

To tyle o Gnieźnie. Ja będę ten bieg wspominać bardzo dobrze i długo (bo i długo cierpiały po tym biegu moje mięśnie ;)). A za rok chciałbym tam wystartować ponownie.

Duże, wielotysięczne biegi są fajne, ale dajcie czasem szansę tym mniejszym bo czasem nie chodzi o życiówki czy tłumy kibiców a o wyśmienitą atmosferę i super organizację.