Tak na szybko, krótko. Na więcej przyjdzie czas jak ochłonę ;)

GWiNT Ultra Cross Maraton 2015 – tak spełniają się marzenia… ;-)

Był pomysł na Ultra i mimo ze wszystko układało się przeciwko – cel został zrealizowany!

55 km – 6:43:05 (z czego druga połówka pobiegnięta na jednym prawnym kolanie). Żeby było ciekawiej: 3 miejsce w kategorii k20. Jest pudło pierwsze w życiu! :-))

Był deszcz, słońce, ciemne lasy, pola, piach po kolona, lezące drzewa na drodze, podbiegi piaszczyste i górskie, że szczyty zdobywało się na czworakach i zbiegi że leciało się na łeb i szyję.

Było piknikowanie, banany, żele, łykanie tabletek przeciwbólowych, magnezu i hektolitry wypitej wody.

Było bieganie z rękoma klejącymi się od pomarańczy, smakowanie własnego potu, wytężanie wzroku za znacznikami.

Była zabawa, rozmowy, wzajemne motywowanie się i zdecydowanie najlepsza atmosfera biegowa jaką widziałam.

I kibice! Moi najlepsi kibice! Którzy nawet deszczu się nie wystraszyli. Ci na miejscu i ci z telefonami rozgrzanymi do czerwoności. Jesteście wielcy! Aga i Szymon – przeprowadzenie mnie przez ten labirynt w parku – bezcenne! Dziękuję!

Panie, Panowie – jestem ultramaratończykiem! 55 km nie zdarza się często ;)