Wszytko co dobre szybko się kończy, szczególnie mega dobre drożdżówki z budyniem serwowane na mecie Citytrail :D Jaka była tegoroczna edycja? I czy padły jakieś moje rekordy? I dlaczego tak bardzo lubię ten cykl biegów nad Rusałką? Zapraszam do przeczytania podsumowania zawodów Citytrail w Poznaniu 2014/2015 w Poznaniu.

Moja przygoda z Citytrail (dawniej Z Biegiem Natury – potocznie zwane ZBN) zaczęła się pod koniec roku 2013. Były to moje pierwsze zawody. Takie pierwsze z pierwszych. I był stres – bo mimo iż zawody odbywają się jakie 2 kilometry od miejsca gdzie mieszkam – na miejscu byłam ponad godzinę wcześniej. Stres zrobił swoje :) W tym roku na szczęście zamiast stresu pojawiła się pozytywna i mobilizująca adrenalina i endorfiny!

citytrail_numer

Jak widać na zdjęciu powyżej, czatowanie na jak najniższy numer było. I to chyba najniższy numer jaki kiedykolwiek miałam :) Nie że to coś ważnego czy coś. Numer nie biega. Ale w moim bieganiu nie tylko o bieganie chodzi, numery też są fajne. A im niższe tym lepiej :P

Wyniki

Jeśli chodzi o wyniki… Chyba zeszły rok był lepszy :) No ale cóż. Nawet jeśli chodzi o ilość biegów w tegorocznej edycji – nawaliłam. Ukończone wymagane 4 i żaden więcej. Na pierwszy opuszczony mam wymówkę że to była sobota przed wigilijna i ktoś musiał popracować. Drugą nieobecność usprawiedliwiam badaniami wydolnościowymi które musiały mnie naprawić. A naprawa moich nóg, psychiki i wydolności była ważniejsza niż bieg. Szczerze to chyba z każdego biegu jestem zadowolona. Żaden nie był totalną masakrą, której musiałabym się wstydzić. Wiadomo że po każdym biegu wracałam do domu z myślą, że mogłam lepiej, szybciej. Ale tak mam po każdym biegu więc olać to.

Ostatni bieg – pierwsza w tym roku życiówka. Czyli plan by porobić życiówki na każdym dystansie w tym roku powoli zaczyna się realizować. Ostatni kilometr w tempie 4:33 – nigdy nigdy nie pomyślałabym ze potrafię tak szybko przebierać nogami – a jednak potrafię. Może to dzięki treningom – a może adrenalina, ale się udało :P

citytrail_wyniki

W klasyfikacji generalnej wylądowałam na 214 miejscu (na 301 kobiet). Ostatnia setka ale co tam, ktoś musi być na końcu by inni mogli wskoczyć na podium ;)

Czym różniły się te edycje w których brałam udział? Największą zmianą było wprowadzenie stref czasowych na starcie. Zmiana jak najbardziej na plus – bo choć były strefy to i tak bywało tłoczno – strach pomyśleć co by było gdyby tych stref nie było. No i biuro zawodów – w zeszłej edycji miałam zdecydowanie bliżej do biura zawodów niż w tym roku. Sklep biegacza zdecydowanie mi nie po drodze – szczególnie kiedy obiecałam sobie by nie tracić pieniędzy na rzeczy do biegania bez których mogę się obejść. A wizyty w sklepie nie pomagają mi wytrwać w tym postanowieniu :P Ale dopóki pakiet mogę odbierać bezproblemowo i bezkolejkowo w dniu zawodów na Rusałce niech sobie to biuro będzie gdzie chce ;) I to by było na tyle jeśli chodzi o zmiany. Reszta pozostaje bez zmian – wspaniała atmosfera, fantastyczna organizacja której życzyłabym sobie na innych biegach. No i drożdżówki  – co roku tak samo dobre ;-)

A jeszcze wracając do atmosfery – zeszły rok przebiegałam każdy bieg sama – na pierwszy zaciągnęłam ze sobą brata by w razie czego nie być ostatnia – resztę biegów przetuptałam sama. I jak to na introwertyka przystało – nie bardzo mi to przeszkadzało. W tym roku dołączyli do mnie znajomi i okazało się że takie bieganie ze stadem jest nawet fajne ;) A zamiast prosto z mety jechać samemu do domu to wzajemne wsparcie na trasie, czas na mecie, wymienianie się relacjami z biegu, gratulowanie sobie nawzajem życiówek jest bardzo fajne. I mówię Wam to ja – introwertyk w szczelnej kuli chomika. Dzięki Wam wszystkim za towarzystwo!

Przykład biegów Citytrail chyba najdokładniej pokazuje jak szybko rozwija się nam bieganie „amatorskie” w Polsce.  W zeszłej edycji średnia osób startujących w jednym biegu wynosiła ok. 748 (policzone te 5 biegów w których ja wzięłam udział). W tegorocznej edycji średnia ta wzrosła do 995 (średnia z 4 biegów w których pobiegłam). Czy Rusałka jest w stanie pomieścić więcej osób? Fajnie że jest tylu chętnych, fajnie, że w tym roku zorganizowano to tak, że tego tłumu się nie czuło, ale…. Gdzieś ten limit chyba musi być. Na szczęście nie mi o nim decydować, ja mogę tylko ewentualnie w przyszłym roku narzekać ze jest tam zbyt tłumnie albo zachwycać się dobrą organizacją, która znowu mnie pozytywnie zaskoczy.

To co, do następnego roku ulubiony Citytrailu?