Luty był… wyjątkowy! Był śnieg, było sporo biegania, i było ultra. Co więcej?

Po dość intensywnym i obfitym w kilometry styczniu bałam się że nastąpi kryzys i luty rozłoży mnie na łopatki. Na szczęście tak się nie stało. Pierwsza połowa lutego zleciała na stresie przed ultra (relacja tutaj jeśli jeszcze nie czytaliście: Trójmiejski Ultra Track – edycja zimowa 2016).

Bieganie

239 kilometrów, 20 treningów – to wszystko zajęło 26 godzin 36 minut i 51 sekund lutego. Mniej kilometrów niż w lutym, także mniej treningów, ale to wina Ultra i regeneracji po nim. Ultra wymusiło na mnie pracę nad wytrzymałością dlatego treningów było mniej ale dłuższe. Odpuściłam szybkość i chyba dobrze na tym wyszłam. Wiem ze to się odbije na starcie docelowym (czyli półmaratonie w Berlinie) ale jakoś mi na tym nie zależy już tak bardzo :) Od momentu gdy potwierdził się mój udział w maratonie w Berlinie na jesień 2016 wszystkie inne starty przestały mnie aż tak ekscytować. Ale nie odpuszczam – ostatnie szlify idą dobrze i forma na pewno będzie :) Z treningu szybkości w styczniu udało się wybiegać życiówkę na dystansie 5 km na CityTrailu w Poznaniu – 25:17. Nie miałabym nic przeciwko złamaniu 25 minut jeszcze w tym roku. Jeśli znacie jakieś zawody na tym dystansie gdzieś w Wielkopolsce to piszcie!

Sportowo – około-biegowo

Dobrze już wiecie że zimę i śnieg lubię, ale i cieszę się że w tym roku nie zasypało nas jakoś szczególnie i nadal w dzień w dzień mogłam jeździć do pracy rowerem. Mam nadzieje że i wy powoli szykujecie woje dwukołowce na sezon rowerowy :)

Okazało się także że nic nie motywuje do podjęcia aktywności fizycznej jak jakiś gadżet sportowy. Kupno okularów do pływania okazało się dobrym pomysłem bo zdecydowanie bywałam częściej w lutym na basenie niż w poprzednich miesiącach.

Do planu treningowego zawitała także Chodakowska – raz/dwa razy w tygodniu, i naprawdę można odczuć różnicę w bieganiu. Stabilizacji nie odpuszczałam a także sporo się nacierpiałam rollując. Pamiętajcie że jesteście tak mocni jak Wasze najsłabsze ogniwo więc dbajcie nie tylko o nogi. Bo na wyniki w bieganiu składa się nie tylko bieganie.

Dietetycznie

Początek lutego to było odejście od „zdrowego” jedzenia na rzecz Nutelli (<3), makaronów, pizz i innego jedzenia które miało mi dodać sił na ultra. Trochę się przez te dwa tygodnie wtedy przytyło – ale waga już wróciła do swojego poziomu.

A jaki będzie marzec?

Marzec to ostatnie szlify przed półmaratonem w Berlinie (04.04.20161). Po drodze czeka na mnie jeszcze Maniacka Dziesiątka – której nie mam wcale ochoty biec. Wiem ze to dobrze na dwa tygodnie przed półmaratonem pobiec zawody na 10 kilometrów ale ten dystans jest przezemnie znienawidzony. Dlatego nawet nie robię planów na ten bieg – będzie na spontanie byle by dobiec do mety i nie zrobić sobie kuku :)