365 dni. Prawie dwa tysiące przebiegniętych kilometrów. 176 treningów. Poprawione żywcówki na każdym dystansie. Debiut w ultramaratonie. To był naprawdę udany rok – więc i podsumowanie będzie pozytywne.

Tutaj pisałam o moich postanowieniach na 2015 rok. Bałam się wrócić do tego wpisu bo mimo iż o tych postanowieniach nie zapomniałam, to myślenie o nich powodowało automatycznie robienie rachunku sumienia. I jak wyszło?

1 Przebiec conajmniej 2015 kilometrów – niestety się nie udało. Zabrakło kilkunastu. Ale przynajmniej już teraz wiem że jest to możliwe (gdyby nie te upalne wakacyjne miesiące, nie było by problemu z tym postanowieniem).

2 Porobić życiówki na każdym dystansie – jest dobrze!

Stan na koniec roku jest taki:

5 km – CityTrail Poznań 12.12.2015 – 26:04

10 km – Trzebnica 31.12.2015 – 52:22

Półmaraton – Berlin 29.03.2015 – 1:56:50

Maraton – Poznań 11.10.2016 – 4:24:55

Wiem że to nadal nie wszystko na co mnie stać ;) Ale o planach i kolejnych postanowieniach będzie juz w kolejnym wpisie.

3 Zaprzyjaźnić się z tlenem – czyli z wolnym bieganiem. I to też się udało ;) Przy podsumowaniu wszystkich tegorocznych treningów (bez zawodów) wyszło tego biegania w tlenie ok 82% z całęgo czasu spędzonego na bieganiu. Jeśli wierzyć że odpowiedni e proporcje dla właściwego rozwoju biegacza powinny wynosić 80% biegu wolnego i 20% biegania poza strefą komfortu, to chyba wyrobiłam odpowiednia normę.

4 Popracować nad systematycznością i regularnością treningów – się udało. Wyszło dokładnie 165 treningów (nie licząc zawodów) czyli średnio co dwa-trzy dni. Tak jak miało być. Większość tych treningów była tak jakby na niby – bo wyjście i swobodne pobieganie sobie to taki trening-nie-trening. Dopiero od czerwca zaczęło się trenowanie „z głową”. Daniels zainspirował, zmotywował a przedewszystkim wytłumaczył co i jak. Czyli pół roku biegania w wersji freestyle i pół roku grzecznie wg jakiś tam zasad. Ale systematyka i regularność się pojawiły i chyba zostały na dobre u mnie ;)

5 Bieganie rano – zaliczone! O ile początki roku były ciężkie (zima, ciemno, głucho a ja mieszkam przy lesie) to latem zaczęłam się przekonywać do biegania o poranku. I tak zostało do dziś. Co prawda nadal zdarza się bieganie wieczorem ale zdecydowana większość treningów odbywa się przed pracą.

6 Zostać ultrasem – zrobiłam to! Chyab właśnie spełnienie tego marzenia cieszy mnie najbardziej. Debiut na dystansie powyżej 42 kilometrów i 195 metrów okazał sie an tyle dobry że wylądowałam na pudle. Jest z czego się cieszyć ;)

55 km – GWiNT 09.05.2015 – 06:41:51

7 Popracować nad dietą – w końcu udało mi się ją uporządkować. Metodą prób i błędów oraz silnej woli udało mi się odnaleźć wśród tych wszystkich zasad zdrowego odżywiania a… smacznego odżywiania. Odkryłam wiele nowych smaków, zaprzyjaźniłam się z kuchnią. Porzuciłam między innymi nabiał i fast foody, i co? Waga nie poleciała spektakularnie w dół, ale masa tłuszczowa w ciele zajmowała na początku roku ok 19%, a pod koniec było to 12,8%. Dla mnie to znak że w końcu rozumiem o co chodzi w tym jedzeniu by jeść i chudnąć a nie głodować się.

8 Prowadzić bloga regularnie – no nie jest dobrze. Chęci są, pomysły są, ale mój introwertyzm jest silniejszy. Pojawiło się 38 wpisów przez ten rok czyli po 3 na miesiąc.

9 Dawać z siebie wszystko na zawodach – zdecydowanie to mi się udało. Zresztą chyba życiówki mówią same za siebie.

W tych postanowieniach czy planach na 2015 zapominałam o jednej ważnej rzeczy. A mianowicie o kontuzjach. Na szczęście mnie poza bolącym przez kilka dni kolanem po debiucie w ultra nic złego nie spotkało. Ale patrząc na znajomych którzy cały czas się uskarżają na pojawiające się (czy nawet powracające) dolegliwości, jestem szczęśliwa że mnie kontuzje nie spotkały.

Wiele się w 2015 roku działo biegowo. Bieganie zakorzeniło się w moim życiu jeszcze bardziej i stało się ważne. Jest moja pasją i zaraziłam nią kilka osób. Miło patrzeć jak dzięki temu inne osoby odżywają, wychodzą z marazmu czy nawet depresji. Jestem z nich bardzo dumna że odnalazły w sobie pasję dzięki mnie – i niech ona trwa jak najdłużej a nie tylko do kolejnego sezonu, dla medali, dla życiówek lub gdy tylko moda na bieganie się skończy.

Wiem ze moja pasja do biegania się nie skończy – to nie tak ze chce mi się biegać cały czas, że nie mam dni słabości, ale wiem ze mam tu jeszcze sporo do zrobienia. Tzn. do nabiegania. Są marzenia, cele nowe postanowienia – ale o tym wszystkim wkrótce na dniach. Z niesamowitą radością, ciekawością i otwartymi ramionami czekam na każdy bieg w 2016 roku. Bo wiem ze wiele się będzie działo. To właśnie bieganiu podporządkowuję teraz swój plan dnia, spotkania ze znajomymi, dietę czy pracę. Nie jestem więźniem biegania – ale sprawia mi ono ogromną frajdę że nie potrafię sobie go odmówić i podoba mi sie to całe kombinowanie z planem dnia byle by tylko pobiegać. Lubię to!

Dziękuję 2015 roku, 2016 nadchodź bo jestem gotowa!

A tu przegląd relacji z chyba wszystkich biegów w jakich miałam okazje uczestniczyć w 2015 roku (poprawka brakuje kilku np Biegu Lwa ale tam się nie wydarzyło nic szczególnego ;). Jeśli jeszcze któreś relacji nie czytaliście – kawa do zrobienia i miłego czytania!

Podsumowanie Citytrail w Poznaniu 2014/2015

Maniacka 10 – edycja jedenasta

35. Vattenfall Berlin Halbmarathon

GWiNT Ultra Cross Maraton 2015

Bieg Lechitów – Półmaraton Gniezno 2015

16 PKO Poznań Maraton – dlaczego zostawiłam rozum w domu?

Bieg Mikołajów i Bieg Mikołajkowy 2015

31. Uliczny Bieg Sylwestrowy Trzebnica 2015

1516516_1021511734558688_1520402246_n