Powrót starej serii podsumowań miesiąca. W końcu porządek musi być – a nic nie motywuje bardziej niż spisanie rzeczy które udało się osiągnąć oraz tych nad którymi trzeba jeszcze popracować. Tak więc podsumowania wracają i zapraszam Was do przeczytania jaki był mój styczeń.

Styczeń to była petarda! Oby się okazało że jaki pierwszy miesiąc taki i cały rok :) Poprzedni rok zakończył się z przytupem w Trzebnicy (kto nie czytał, relacja tutaj: 31. Uliczny Bieg Sylwestrowy Trzebnica 2015) i pojawił się głód wykorzystania dobrej passy i formy.

Bieganie

Nogi niosły i niosły, więc wybiegało się 251,50 kilometry. To taki mój mały rekord jeśli chodzi o kilometraż miesięczny. 26 treningów w miesiącu zajęło mi 26 godzin 15 minut 32 sekundy – czyli niecała godzina dziennie. Jak widać można jak się chce. Zgodnie z planem większość tych kilometrów była „w tlenie” (a te lubię najbardziej!) – sporo przebieżek, zabaw biegowych i odcinków wb2-podobnych sprawiło że nie zamuliłam się tymi kilometrami. Wg wyliczeń z Excela ok 76% czasu z biegania to było bieganie w tlenie – jest dobrze ;) Ta rozmaitość treningów sprawiła że aż chciało się biegać. Wstyd przyznać że do tej pory były mi obce niektóre z tych treningów jak no zabawa biegowa. Zgodnie z oczekiwaniami tętno spada, prędkość rośnie (i niechże się ten trend utrzyma jak najdłużej!). W styczniu wróciła także wielka ochota na biegania – to za sprawą pogody którą uwielbiam. Zimno ale i bez mocnego wiatru, trochę ze śniegiem trochę bez – idealnie jak dla mnie. Niech lato lepiej nie nadchodzi :) Styczeń to też miesiąc moich urodzin, a jak urodziny to tradycyjnie musiał być bieg urodzinowy. Wiem ze nie biega się dłużnej niż 2,5 godziny wybiegań itp, ale raz na jakiś czas można zrobić wyjątek.

Sportowo – około-biegowo

Zima rozpieszcza więc rower nadal w użyciu – naprawdę nie wyobrażam sobie rezygnacji z jazdy rowerem do/z pracy oraz wycieczek weekendowych w czasie zimy. Nic nie  hartuje organizmu lepiej niż sport zimą. Jak że rok 2016 ma być odkrywaniem nowych rzeczy to odkryciem w styczniu były skałki ;) Super prezent urodzinowy i chyba się w to wkręciłam na tyle że na jednej wizycie się tam nie skończyło.

To the top I go. Do not look down. Do not! #climbing #birthday #poznan #skalki #runninggirl #pobiegane #pobieganepl

A post shared by Sandra Jarocka (@sandrajarocka) on

Rozciągania i stabilizacji tez nie odpuszczam – kto wie może właśnie w tym tkwi sekret dobrej formy i dobrego samopoczucia biegowego? A no i basen plus masaże i sauna w komplecie ;)

#poznan #adidas #restday #sauna #swimming #piatek #friday #imprezowyzemnietyp #tri #ultra #running #atlantis

A post shared by Sandra Jarocka (@sandrajarocka) on

Dietetycznie w styczniu

I tu tez się sporo dzieje. Rządził szpinak i jarmuż a pod koniec dołączyło do nich awokado i chia. Jednak nic nie pobije gwiazdy stycznia czyli buraka. Ponad 15 litrów pitego regularnie soku z buraka też na mnie dobrze wpłynęło. Była także przygoda ze spiruliną, ale to był jednorazowy wyskok i jak na razie się nie polubiliśmy :> Ale eksperymentowania trwa nadal!

#avocado #sunday #breakfast #instafood #foodporn #healthydiet #partofone42 #greenpower #health #diet #healthydiet

A post shared by Sandra Jarocka (@sandrajarocka) on

A jaki będzie luty?

Z pewnością kilometraż trochę spadnie, ale przybędzie ćwiczeń siły i stabilności. Praca nad dietą trwa – tak wiec waga startowa na kwiecień powinna być idealna – czy tak będzie przekonam się w kwietniu, ale wiem ze jestem na dobrej drodze. Głównym punktem lutego będzie…: