Nie wiem jak Wam, ale mi pisanie list tzw. „to-do” bardzo pomaga na co dzień. nie dość ze mam czarno na białym napisane co mam zrobić, to ogromną przyjemność sprawia mi skreślanie rzeczy już zrobionych. I tak całkiem serio, nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez tych list.

Podobnie jest z realizacją marzeń czy też celów które sobie zakładam na jakiś tam okres czasu. Wiem że już trochę roku 2015 za nami, ale potrzebowałam więcej czasu by zastanowić się co w tym roku chcę osiągnąć w bieganiu. W zeszłym roku zrealizowanie celów przyszło mi tak łatwo że w teraz postanowiłam podnieść trochę poprzeczkę. A więc zaczynajmy!

Postanowienia biegaczki na 2015 rok

1. Przebiec co najmniej 2015
To chyba najpopularniejszy cel większości biegaczy – na początku stycznia całe moje Endomondo było zalane zaproszeniami do udziału w rywalizacjach gdzie celem jest przebiegniecie tylu kilometrów, a moi endomondowi-znajomi masowo dołączali do tych rywalizacji. Ja wraz z najbliższymi znajomymi utworzyłam rywalizację zamkniętą, gdzie celem jest przebiegnięcie największej ilości kilometrów. Wiem że z moimi tam nabijaczami kilometrów nie wygram – ale przebiegnięcie chociażby tych 2015 kilometrów mnie usatysfakcjonuje. Wg Endomondo w zeszłym roku przebiegłam „tylko” 1093 kilometrów – jakby nie było teraz muszę pobiegać prawie dwa razy więcej. Uda się?

2. Porobić życiówki na każdym dystansie
Chociażby o sekundę. Chociaż nie powiem – marzy mi się maraton poniżej 4:00:00 a półmaraton poniżej 2 godzin. Ale to jeszcze za wcześnie. Na razie ucieszy mnie każda sekunda mniej. Chociażby miałaby być to jedna sekunda. Moje dotychczasowe życiówki możecie zobaczyć tu o mnie.

3. Zaprzyjaźnić się z tlenem
Dokładniej mówiąc biegać w tlenie. Nie olewać go. Nie biegać jak mi się będzie chciało. Pędzić tym żółwim tempem ale w tlenie. Wkurzać się na tych co mnie wyprzedzają ale uważać by tętno nie poleciało poza tlen. Polubić ten tlen. Ktoś jeszcze się tak z tlenem nie lubi jak ja teraz?

4. Popracować nad systematycznością i regularnością treningów
Dotychczas biegałam jak chciałam i kiedy chciałam. Bez planu oczywiście. Biegałam bardziej by się odstresować a nie by trenować. Aż pewnego dnia zobaczyłam jak systematycznie biega znajomy, który nie dość że zaczął biegać później niż ja, nie dość że mnie przegonił raz dwa to i  porobił mnie na każdym dystansie i na badaniach wydolnościowych. O jakiej systematyce mówię? Spójrzcie jak wygląda jego KAŻDY miesiąc:

szk

Czyż to nie piękny widok?
Skomentuję to tak: mój czarno-biały perfekcjonizm też tak chce by moje Endo tak wyglądało. Bez względu na śnieg, upał, tajfun czy co tam jeszcze może się zdarzyć.

5. Bieganie rano
Do tego pomysłu próbuję się przekonać od ponad roku, jednak grawitacja w moim łóżku która jest wyjątkowo mocna rano, nie ułatwia mi wczesnego wstawania :> Mimo że bieganie po ciemku sprawa mi frajdę, szczególnie latem gdy mogę ze spokojem pobiec po godz 23 do centrum, nie stać ciągle na światłach, nie przepychać się wśród ludzi i nacieszyć się widokiem pięknego Poznania, to jednak bieganie rano ma moim zdaniem więcej zalet. Przede wszystkim taką że  przez cały dzień nie mysli się o nadchodzącym treningu bo ma się go już z głowy. No i ponoć te endorfiny po treningu rano utrzymują się przez cały dzień. I metabolizm ponoc przyśpiesza. Ale to temat na osobny wpis.

6. Zostać ultrasem
Bo maraton stał się zbyt mainstreamowy. Bieg już wybrałam. Wpisowe opłaciłam. Teraz tylko muszę się naprawić i pobiec. I coś czuję że jeśli nie zdechnę gdzieś po 43 kilometrze to może mi się to bardzo spodobać :)

I to na tyle z rzeczy stricte biegowych. Ale że bieganie to nie tylko nabijanie kolejnych kilometrów to trzeba tez popracować nad innymi rzeczami które mają wpływ na bieganie I tak oto:

7. Popracować nad dietą
Nie jestem dietetykiem i moja wiedza o diecie ogranicza się do stwierdzenia że fast food jest zły a warzywa dobre. Dlatego chcę się wgłębić w ten temat by biegało mi się lżej.

8. Prowadzić bloga regularnie
Bo jak już wspomniałam w poście o roku 2014 nic nie motywuje bardziej niż publiczne ogłoszenie naszych postanowień czy marzeń. Skoro już powiedziałam blogowe A, to trzeba kontynuować. Z przytupem, nie byle jak.

9. Dawać z siebie wszystko na zawodach
By nie biegać tylko po to by dobiec, albo tylko po to by mieć kolejny medal czy po to by nie być ostatnią. I nie, nie chodzi o to by bić życiówki na każdych zawodach. Chodzi o to by podejść poważnie na luzie do każdego startu. Bo nie po to treningowo się biega by każde zawody biegać treningowo. Nawet nie zliczę ile razy na mecie nie czułam żadnego zmęczenia. i jedyne o czym myślałam to to że znowu nie dałam z siebie wszystkiego.

To na tyle. A u Was jaki wyglądają postanowienia? Czy nie robicie żadnych?